Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
Drukuj
02
października
2011

Niebiblijne umowy

Niebiblijne umowy i ich konsekwencje    
Marian Biernacki

Czasem dajemy się wciągnąć w coś, co w świetle Biblii wyraźnie oznacza nadchodzące problemy. Czy możemy wówczas liczyć na wsparcie ze strony zboru?
Jakiś czas temu moja córka wiozła mnie ulicami Warszawy z włączonym systemem nawigacji satelitarnej GPS. Znając cel naszej przejażdżki przysłuchiwałem się komunikatom automatycznego pilota. W pewnym momencie usłyszeliśmy jednoznaczną instrukcję: "Dwieście metrów, skrzyżowanie, skręć w prawo". Zrobiliśmy jednak "po swojemu" i pojechaliśmy dalej prosto. Nastąpiła chwila milczenia, a potem usłyszeliśmy dalsze instrukcje prowadzące nas do celu podróży, tym razem już z miejsca, gdzie się znaleźliśmy w wyniku naszej "samowoli".

 

Błysnęła mi myśl, że tak prowadzi nas Pan do żywota wiecznego! Instruuje nas jak żyć, a gdy okażemy nieposłuszeństwo, gdy samowolnie zboczymy z wyznaczanej nam przez Słowo Boże drogi, nie zostawia nas na pastwę losu, lecz z miejsca, gdzie utknęliśmy, od nowa wyprowadza nas na właściwą drogę do celu. Pomyślałem, że chcę być takim narzędziem Pana w odniesieniu do grzeszników, którzy pobłądzili albo świadomie zrobili coś po swojemu.
Zamierzam w tym rozważaniu omówić przypadki, kiedy to zdarza się nam podjąć niebiblijną, samowolną decyzję i związać się jakimś przymierzem, jakąś umową z ludźmi niewierzącymi. Przyjrzymy się trzem przypadkom: zawiązania spółki biznesowej, zawarcia związku małżeńskiego i poręczenia za kogoś niewierzącego.
Zacznijmy od ogólnej zasady dotrzymywania słowa, obowiązującej każdego człowieka przed Bogiem. "Gdy złożysz Bogu ślub, nie zwlekaj z wypełnieniem go, bo mu się głupcy nie podobają. Co ślubowałeś, to wypełnij! Lepiej nie składać ślubów, niż nie wypełnić tego, co się ślubowało" [Kzn 5,3–4]. "Choćby złożył przysięgę na własną szkodę, nie zmieni jej" [Ps 15,4]. Taki jest wymóg Pana, zarówno w odniesieniu do ślubów składanych bezpośrednio samemu Bogu, jak i wszelkich przyrzeczeń i obietnic składanych w Jego obecności innym ludziom.
Mało tego. Słowo Boże nakłada na nas obowiązek bycia jednoznacznym w naszych słowach i postawach. "Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak - tak, nie - nie, bo co ponadto jest, to jest od złego"[Mt 5,37]. Uprawianie relatywizmu jest niezgodne z duchem Biblii. Albo coś jest dobre, albo złe. "Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie" [Mt 6,24]. Taką prostą jednoznaczność stanowiska ogłosił też św. Paweł: "… jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich" [Ef 4,4-6].
Ze Słowa Bożego jasno więc wynika, że powinniśmy wchodzić tylko w takie związki i układy, w których będziemy mogli na co dzień zachowywać klarowność i jednoznaczność. To zaś prowadzi nas do następnej, ogólnej zasady obowiązującej dzieci Boże na tym świecie.

Zasada niewchodzenia w układy z ludźmi niewierzącymi

Klasycznym fragmentem Pisma pokazującym tę zasadę jest 2Ko 7,14–18: "Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący".
W tym wezwaniu Słowa Bożego nie chodzi o zerwanie jakichkolwiek kontaktów z ludźmi nieodrodzonymi. Wiadomo, że dopóki żyjemy na świecie, wychodząc z domu, a czasem nawet pod jednym dachem, jesteśmy "skazani" na takie towarzystwo [porównaj: 1Ko 5,9-10]. W pracy, szkole, na zakupach, w urzędzie, szpitalu itd., w nieunikniony sposób mamy do czynienia z najrozmaitszymi ludźmi. Chodzi o to, żeby nie zawierać przymierza z ludźmi niewierzącymi, nie wchodzić w osobiste układy, nie wiązać się z nimi żadnymi słowami przysięgi.
Mam nadzieję, że potraficie odróżnić podpisanie zwykłej umowy o pracę od podpisania umowy wspólników przy zakładaniu spółki lub rozmowę i wspólny obiad dwojga ludzi od aktu małżeńskiego. Przejdźmy zresztą już do praktycznych konkretów.

Spółka z niewierzącym wspólnikiem

Pamiętam, jak na początku lat osiemdziesiątych, gdy byłem kuszony do daleko idącego powiązania mojego losu z innym człowiekiem, mocno zabrzmiała mi w duszy przestroga Słowa Bożego: "Synu mój, jeżeli chcą cię zwabić grzesznicy, nie daj się! Jeżeli mówią: Chodź z nami! […] zdobędziemy różne kosztowne mienie, napełnimy nasze domy łupem. Zwiąż swój los z naszym, wszyscy będziemy mieli jedną kiesę. Synu mój, nie idź z nimi ich drogą, wstrzymaj swoją nogę od ich ścieżki!" [Prz 1,10–16]. Do dzisiaj słyszę ten wyraźny głos Boży i wiem, że choćby nie wiem jak lukratywna miałaby to być spółka, choćby nie wiem jak wspaniałym był ten projektowany wspólnik, jeśli nie jest on wyznawcą Pana, chrześcijanin powinien dać sobie spokój z zawiązywaniem takiego układu.
Wierzący człowiek wchodzi w spółkę z niewierzącym zazwyczaj z powodów czysto zawodowych i materialnych. Profesjonalizm lub majętność niewierzącego, przy braku kogoś podobnego w gronie chrześcijan, sprawiają, że chrześcijanin przymyka oko na Słowo Boże. Praktycznie rzecz biorąc bardziej w takim przypadku ufa wspólnikowi, niż Bogu. Zdaje mu się, że wybiera rozsądną drogę, a tymczasem wybiera gorsze rozwiązanie, bo Biblia uczy: "Lepiej ufać Panu, niż polegać na ludziach. Lepiej ufać Panu, niż polegać na możnych" [Ps 118,8–9].
Jakie wzorce postępowania w tym zakresie przedstawia nam Słowo Boże? "Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych, ani nie stoi na drodze grzeszników, ani nie zasiada w gronie szyderców" [Ps 1,1]. "Lepiej być pokornym z ubogimi, niż dzielić łupy z pyszałkami" [Prz 16,19].
Król Dawid w natchnieniu Ducha napisał o swojej polityce personalnej tak: "Oczy moje zwrócone są na wiernych w kraju, aby mieszkali ze mną. Kto chodzi drogą prawa, ten mi służyć będzie. Oszust nie zamieszka w domu moim, kłamca nie ostoi się w oczach moich" [Ps 101,6–7]. Mówiąc krótko, Dawid postanowił, że będzie trzymał tylko z ludźmi bogobojnymi.
Pomimo tak oczywistego stanowiska Biblii w omawianej sprawie, czasem, z różnych powodów i w różnych okolicznościach, dochodzi do zawarcia spółki wierzącego z człowiekiem bezbożnym.
Wierzący stara się przy tym tłumaczyć, że ten wspólnik, to dobry człowiek, że dysponuje dokładnie tym, czego jemu akurat brakuje, że przecież prywatne poglądy religijne nie są ważne w biznesie itd. Czasem nawet twierdzi, że niewierzący wspólnik jest Bożą odpowiedzią na jego modlitwy. Koniec końców, siada do stołu i podpisuje urzędowe dokumenty, wiążące na poważnie jego los z człowiekiem niewierzącym.
Należy w tej chwili przypomnieć, że gdy wierzący człowiek da słowo, zobowiąże się do czego, zawrze przymierze – to ma przed Bogiem obowiązek, aby się z tego wywiązać. Tak więc, podpisanie umowy spółki zobowiązuje wspólnika-chrześcijanina do lojalności i absolutnego dotrzymywania jej warunków, pomimo tego, że jest to spółka z niewierzącym.
Zilustrujmy to zdarzeniem, jakie miało miejsce podczas obejmowania przez Izraelitów Kanaanu. Jak wiadomo, Żydzi mieli absolutnie zakazane zawieranie jakiegokolwiek układu z tamtejszą ludnością. Bóg nakazał wytracić te narody, a wszelkie ślady ich obyczajów i pogańskich wierzeń zniszczyć. Świadomi tego Gibeonici, chcąc zachować życie obmyślili dla siebie plan ratunkowy. Przebrali się za podróżnych i przyszli do Izraelitów, pozorując odbycie dalekiej drogi. Wówczas Jozue i starsi Izraela zawarli z nimi niefortunne przymierze, na mocy którego zobowiązali się nawet bronić Gibeonitów przed ich wrogami [Patrz: Jozuego 9,1-27].
Gdy prawda wyszła na jaw, Izraelici chętnie odstąpiliby od warunków zawartego z Gibeonitami przymierza, jednak nie wolno im było tego zrobić.
Wiele lat później, pierwszy król Izraela, Saul, w swojej źle pojętej gorliwości, powrócił do kwestii Gibeonitów. Chciał być lepszy, bardziej pobożny niż Jozue. Zbagatelizował zawarte ongiś przymierze i starał się ich wytępić.
Okazało się, że był to poważny błąd Saula. Ten król niejeden raz zresztą kierował się swoimi odczuciami, a nie prawdziwym posłuszeństwem Panu. Zachodziła konieczność naprawienia złego podejścia Saula do przymierza Jozuego, zawartego wcześniej z Gibeonitami. To zadanie zlecił Bóg Dawidowi: "Za panowania Dawida nastał raz głód, który trwał trzy lata z rzędu; Dawid więc szukał wyroczni Pańskiej, a Pan rzekł: Na Saulu i na jego domu ciąży wina przelewu krwi, dlatego że wytracił Gibeonitów. Wtedy król wezwał Gibeonitów i zapytał ich - Gibeonici zaś nie pochodzą z synów izraelskich, ale z pozostałości po Amorejczykach i chociaż synowie izraelscy zawarli z nimi przymierze potwierdzone przysięgą, Saul w swej gorliwości o Izraela i Judę starał się ich wytępić – otóż Dawid zapytał Gibeonitów: Co mam dla was uczynić i czym was przejednać, abyście pobłogosławili dziedzictwo Pańskie? [2Sm 21,1–3].
Ta historia biblijna wskazuje, że gdy wierzący człowiek zobowiąże się do czegoś, to chociaż sam układ był zawierany w jakimś odstępstwie od przykazań Bożych, warunki tego przymierza obowiązują go i powinien się z nich dobrze wywiązać.
Zawiązanie spółki z człowiekiem niewierzącym niesie z sobą poważne konsekwencje. Różne systemy wartości i różnie rozłożone priorytety życiowe wspólników, wcześniej czy później doprowadzi do konfliktu interesów. W spółce z niewierzącym chrześcijanin nie znajdzie pełnego zrozumienia, nie będzie też mógł darzyć wspólnika pełnym zaufaniem. Czekają go rozmaite kompromisy etyczne i moralne. Poza tym oznacza to odpowiedzialność prawną za czyny niewierzącego wspólnika. A gdy dodać do tego konieczność częstego przebywania ze wspólnikiem, także poza godzinami pracy, to ostatecznie taka spółka zaowocuje wyjałowieniem duchowym, zastojem wzrostu w Panu, zaniedbaniem, a nawet całkowitym porzuceniem służby duchowej itp.
Gdy już ktoś znajdzie się w spółce z niewierzącym wspólnikiem, my, jego bracia, winniśmy udzielić mu życzliwego wsparcia duchowego. Nie należy potępiać go, odsądzać od czci i wiary ani też namawiać go do ignorowania wspólnika i zawartej z nim umowy. Przyjęte przez owego brata zobowiązanie jest ważne także z biblijnego punktu widzenia. Powiem więcej. Poprzez solidne wywiązanie się z umowy, nawet za cenę poniesienia straty, chrześcijanin składa wobec swego niewierzącego wspólnika świadectwo wiary w Chrystusa.
Należy zachęcać go więc, aby dążył do zyskania pozytywnej opinii w oczach niewierzącego wspólnika. Daj Boże, by któregoś dnia niewierzący mógł podsumować spółkę z wierzącym następująco: Nie był dobrym wspólnikiem, bo nie chciał ze mną pić, kraść, okłamywać Urzędu Skarbowego – ale zawsze wywiązywał się z umowy, mówił prawdę, nie spóźniał się, dotrzymywał słowa, był koleżeński, mówił mi, że modli się o mnie itd. Rolą współwyznawców jest pomagać bratu, aby mógł takie świadectwo po sobie zostawić.

Związek małżeński z niewierzącym

Przypomnijmy, że Słowo Boże wyraźnie przestrzega przed zawieraniem małżeństwa z osobą nie należącą do ludu Bożego: "Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją objąć w posiadanie, wypędzi przed tobą wiele narodów: […]. Obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza ani się nad nimi nie zlitujesz. Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw. Swojej córki nie oddasz jego synowi, a jego córki nie weźmiesz dla swojego syna, gdyż odciągnęłaby ode mnie twojego syna i oni służyliby innym bogom. Wtedy zapłonąłby przeciwko wam gniew Pana i szybko by cię wytępił" [5Mo 7,1–4].
A oto jedna z apostolskich wskazówek odnośnie wychodzenia za mąż: "Żona związana jest tak długo, dopóki żyje jej mąż; a jeśli mąż umrze, wolno jej wyjść za mąż za kogo chce, byle w Panu" [1Ko 7,39]. Z tych słów wynika, że wdowa – z kimkolwiek przedtem żyła – teraz, gdy jako wierząca chce wyjść za mąż, powinna brać pod uwagę tylko takiego mężczyznę, który jest wierzący w Jezusa.
Bardzo ważną kwestią w omawianej sprawie jest zrozumienie, kiedy praktycznie następuje zawarcie związku małżeńskiego. Zwróćmy uwagę, że zanim jeszcze zaczęto urządzać ceremonie ślubne w naszym rozumieniu, niezależnie od epoki, kultury i lokalnych obyczajów, zwykle trzy elementy decydowały o tym, że dwoje ludzi w społeczeństwie zaczynano traktować jako małżeństwo: Zainteresowanie się sobą nawzajem, najlepiej żeby to było zakochanie, decyzja o wspólnym życiu – czyli ślub, oraz fizyczny akt połączenia się mężczyzny z kobietą. Tak było od samego początku. Gdy jeszcze nie znano żadnych ceremonii, Bóg określił istotę związku małżeńskiego. "Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem" [1Mo 2,24].
W życiu społecznym Izraela, w przypadku, gdy któryś mężczyzna poszedł drogą na skróty i wszystko niefortunnie zaczął od współżycia fizycznego, a miał do czynienia z kobietą prawnie wolną, to Bóg nie przekreślał go, lecz dawał mu drogę wyjścia. "Jeżeli mężczyzna napotka dziewczynę, dziewicę nie zaręczoną, pochwyci ją i złączy się z nią, i tak się ich zastanie, to mężczyzna, który się z nią złączył, da ojcu dziewczyny pięćdziesiąt srebrników, a ona zostanie jego żoną. Za to, że ją znieważył, nie będzie mógł jej oddalić przez całe swoje życie" [5Mo 22,28–29].
Gdyby był to akt cudzołóstwa – to w Izraelu wymierzano karę śmierci. Jeżeli zaś to nie było cudzołóstwo – to Słowo Boże zobowiązywało do zawarcia związku małżeńskiego. Choć wszystko zaczęło się nie tak jak trzeba, to jednak związek zostawał uznany w oczach Bożych! Decydujące znaczenie miał tu fakt fizycznego aktu seksualnego.
Trzeba podkreślić, że chociaż na przestrzeni wieków na całym świecie uformowały się różne obyczaje ślubne i występują spore różnice, co do prawnych aspektów zawierania związku małżeńskiego – to jednak niezależnie od szerokości geograficznej – zawsze jest ten punkt wspólny: współżycie, które decyduje, że dwoje ludzi staje się jednym ciałem.
Praktyczne wyrażenie miłości małżeńskiej, czym wg Biblii jest akt seksualny, staje się więc żelazną normą obowiązującą partnerów przed Bogiem! Porzucanie partnera, niezależnie od duchowych podstaw zawartego związku, jest nie tylko niewiernością samemu partnerowi, ale wręcz zerwaniem przymierza z Bogiem. Tak wynika z treści przestrogi przed kontaktami z żoną innego mężczyzny: "… ustrzeże cię także od cudzej żony, od obcej, która uwodzi słodkimi słowami, która porzuca towarzysza swojej młodości i zapomina o przymierzu z Bogiem" [Prz 2,16–17]. Mówiąc innymi słowy, Bóg uznaje decyzję człowieka odnośnie wyboru współmałżonka i w tej sytuacji nie tylko nie wzywa go do porzucenia partnera, ale wręcz nakazuje mu wywiązywanie się z przysięgi małżeńskiej.
Spójrzmy przez chwilę na związek Dawida i Batszeby. Wszystko między nimi zaczęło się nie tak jak trzeba. Dawid ciężko przy tym nagrzeszył i poniósł określone konsekwencje. Pan nie nakazał jednak Dawidowi oddalić Batszebę, z tego powodu, że sposób wejścia w ten związek był całkowicie grzeszny. Bóg oczywiście nie zmienił swoich praw, co do poprawnego zawierania związku małżeńskiego, lecz gdy Dawid pokutował i żałował swego grzechu, Bóg potem wręcz pobłogosławił ten związek, obdarzając go synem Salomonem.
Nie inaczej należy spojrzeć na instrukcję apostolską udzieloną osobom żyjącym w związkach mieszanych: "Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli jakiś brat ma żonę pogankę, a ta zgadza się na współżycie z nim, niech się z nią nie rozwodzi; i żona, która ma męża poganina, a ten zgadza się na współżycie z nią, niech się z nim nie rozwodzi. Albowiem mąż poganin uświęcony jest przez żonę i żona poganka uświęcona jest przez wierzącego męża; inaczej dzieci wasze byłyby nieczyste, a tak są święte. A jeśli poganin chce się rozwieść, niechże się rozwiedzie; w takich przypadkach brat czy siostra nie są niewolniczo związani, gdyż do pokoju powołał was Bóg" [1Ko 7,12–15].
Pomimo tego, że związki te zazwyczaj nie były zawiązywane zgodnie z objawioną w Biblii wolą Bożą, Pan wcale ich nie unieważnia, ale też nie zostawia wierzącej połowy takiego mieszanego małżeństwa samej sobie.
Pomyślmy przez chwilę o konsekwencjach niebiblijnej decyzji zawarcia związku małżeńskiego z niewierzącym. Wierzący i niewierzący razem – to w sensie duchowym jakby dwa różne "światy" spotykające się w jednej sypialni, kuchni, w tym samym salonie, samochodzie itd.
Oznacza to konieczność ustawicznej pertraktacji w takich kwestiach jak wychowywanie dzieci, życie towarzyskie, miejsce spędzania świąt itd. To ciągła niewiadoma, co postawić na stole, co robić w weekendy, kogo można zaprosić do domu itp. To dla wierzącego współmałżonka brak możliwości wspólnej modlitwy i nadziei na zbudowanie duchowe ze strony partnera. To także liczne kompromisy o charakterze doktrynalnym, moralnym, obyczajowym, towarzyskim i innych.
Niewierzący współmałżonek oznacza również ograniczenia udziału w życiu zboru, zaniechanie służby duchowej, ograniczenia gościnności chrześcijańskiej, ofiarności na dzieło Boże itd. Ostatecznie, konsekwencją zwarcia takiego związku może być całkowite zejście z drogi wiary.
Jak powinni zachować się współwyznawcy w stosunku do brata lub siostry, którzy znaleźli się w tak wielkim niebezpieczeństwie? Czy tylko dlatego, że nastąpiło to z powodu ich własnego nieposłuszeństwa Słowu Bożemu, mamy ich zostawić samym sobie? O, nie! Nie tak nauczyłem się Chrystusa!
Przede wszystkim zbór powinien ciągle na nowo ogłaszać naukę Słowa Bożego na temat biblijnych zasad zawierania małżeństw. Sprawą oczywistą jest też to, że każdy akt nieposłuszeństwa Słowu Bożemu powinien być w zborze napiętnowany. Lecz ten, kto złamał zasady biblijne i ponosi konsekwencje swego błędu, nie powinien być dyscyplinowany i karcony za owe konsekwencje, lecz tylko i wyłącznie za samą decyzję.
Dlaczego to takie ważne? Ponieważ siostra lub brat, którzy popełnili błąd i znaleźli się w duchowych tarapatach, niczego bardziej nie potrzebują i niczego bardziej nie pragną od zboru, jak serdeczności i życzliwego podania ręki.
Z całą pewnością skarcony już za swą niebiblijną decyzję człowiek nie potrzebuje niekończących się dywagacji, rozpraw, sądów i porad, co powinien zrobić, aby odzyskać dobrą opinię i przychylność wśród wierzących. Ten, kto zbłądził, ale jednak wstaje i chce dalej naśladować Pana – w prawdziwym zborze ma mieć zagwarantowaną przychylność wierzących!
Zrozumiałe, że przypadki niebiblijnie zawartych małżeństw wywołują dyskusję w zborze, a dla duszpasterzy stanowią bodziec do napominania zboru w tym względzie. Tak postąpił swego czasu Nehemiasz, gdy część Żydów zawarła niebiblijne związki małżeńskie [Neh 13,23–27]. Jego reakcja nie polegała jednak na unieważnianiu tych związków, lecz na wzywaniu Izraelitów, by unikali ich na przyszłość. Wyjątkiem było zbiorowe porządkowanie tej kwestii po niewoli babilońskiej, chociaż i wówczas odprawienie żon obcoplemiennych wymagało umiejętnej pracy specjalnej komisji, uwzględniającej dobro i wolę poszczególnych współmałżonków [Ezd 10].
Starajmy się czynić podobnie. Wzywajmy niefrasobliwych do pokuty z powodu grzechu nieposłuszeństwa Słowu Bożemu, ale bądźmy w tym konstruktywni i życzliwie podawajmy rękę tym, którzy popełnili błąd. Wspieramy duchowo taką osobę, która z racji zawarcia związku małżeńskiego z niewierzącym – ponosi konsekwencje swego nieposłuszeństwa Słowu Bożemu.
W jakim celu? Oto czego naucza nas Słowo Boże: "Podobnie wy, żony, bądźcie uległe mężom swoim, aby, jeśli nawet niektórzy nie są posłuszni Słowu, dzięki postępowaniu kobiet, bez słowa zostali pozyskani, ujrzawszy wasze czyste, bogobojne życie" [1Pt 3,1–2].
Jaką rolę mają w tym współwyznawcy? Mają zachęcać i wspierać wierzącą kobietę żyjącą w małżeństwie z niewierzącym, aby mogła to osiągnąć! Kobieta mająca niewierzącego partnera nie może słyszeć z ust wierzących, że najlepiej by zrobiła, gdyby zerwała przysięgę małżeńską, albo że byłoby jeszcze lepiej, gdyby on umarł , bo inaczej to ona wciąż żyje w cudzołóstwie.
Nie od dawania takich rad jest zbór Chrystusowy! Tu w zborze, brat czy siostra mający niewierzącego współmałżonka, ma słyszeć słowa zachęty do pięknego wywiązywania się z przysięgi małżeńskiej! Wtedy jest szansa, że nawet niewierzący mąż czy żona, zostaną pozyskani dla Chrystusa!

Poręczenie

Słowo Boże wyraźnie przestrzega przed poręczaniem za kogoś. "Człowiekiem nierozumnym jest ten, kto daje zobowiązanie, kto daje porękę za swojego bliźniego" [Prz. Sal. 17,18]. "Nie bądź wśród tych, którzy dają porękę, ani wśród tych, którzy ręczą za długi, bo jeżeli nie masz czym zapłacić, zabiorą łóżko spod ciebie" [Prz. Sal. 22,26–27].
Gdy jednak już ktoś popełnił ten błąd i poręczył za bliźniego, to ma obowiązek wywiązania się z danego poręczenia. "Synu mój! Jeżeli ręczyłeś za swojego bliźniego, jeżeli dałeś porękę obcemu, jeżeli związany jesteś przez słowa swoich ust, schwytany przez własną mowę, uczyń to, synu mój, abyś znowu był wolny, gdyż jesteś w ręku swego bliźniego! Idź śpiesznie i nalegaj na swego bliźniego, nie daj zasnąć swoim oczom i nie pozwól, aby się zdrzemnęły twoje powieki! Wyrwij się jak gazela z sieci i jak ptak z ręki ptasznika" [Prz. Sal. 6,1–5].
Ma się rozumieć, że to naleganie na bliźniego, za którego się poręczyło, to usilna prośba, by spłacił on swoje zobowiązania, by widmo spłacania cudzych długów przestało ciążyć na poręczycielu.
Poręczenie za kogoś, na przykład zaciągającego kredyt, sprowadza poważne konsekwencje na poręczyciela. Przede wszystkim jest to obciążenie psychiczne, drżenie serca, aby człowiek, za którego poręczyliśmy wywiązywał się ze swoich zobowiązań.
Czasem chodzi o to, aby mógł się wywiązać, ale nierzadko i to, aby zwyczajnie zechciał to zrobić. W innym przypadku konsekwencją dania poręki jest całkowicie realne obciążenie finansowe, polegające na spłacaniu nie swojego długu.
Jak winniśmy się zachować w stosunku do nierozważnego brata, który zbagatelizował Słowo Boże i poręczył za kogoś? Oczywiście nauczamy, żeby tego nie robić, piętnujemy takie niebiblijne decyzje. Jednocześnie jednak mamy wspierać brata, który znalazł się w kłopotach i ponosi dotkliwe konsekwencje niebiblijnej decyzji.
Bracia i Siostry! Można byłoby tak zaprogramować GPS, że gdy kierowca nie wykona usłyszanego polecenia – na ekranie pokaże się wywalony język i padną słowa: "Nie posłuchałeś, to teraz radź sobie sam!" Może zdaniem niektórych byłoby to i słuszne – ale nas Duch Święty tak nie zaprogramował! W naszym zborze, ogłaszając zasady Słowa Bożego i pokazując ich dobrodziejstwo, piętnując przy tym grzech i napominając niesfornych, będziemy wciąż przygarniać i wspierać tych, co pobłądzili!
Będziemy tak czynić, ponieważ otrzymaliśmy ducha mocy, miłości i przywodzenia do rozsądku! Nie będziemy wdawać się w spory, lecz będziemy uprzejmi dla wszystkich, zdolni do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy!
"Pan jest dobry i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom" [Ps 25,8]. Bądźmy Jego narzędziami!    

 

Udostępnij na FB

Słowo Boże na dziś dla Ciebie

Nabożeństwa w Zborze Betezda

Nabożeństwo główne
niedziela godz. 10.00
mapka2
Aula Centrum Kształcenia Sportowego
ul. Rydla 49, Szczecin

Spotkanie w Małżeństwie

obraczki

Czy słyszałeś o

4prawa

Licznik odwiedzin naszej strony

mod_vvisit_counterDziś421
mod_vvisit_counterTen tydzień3036
mod_vvisit_counterTen miesiąc12948
mod_vvisit_counterWszystkie906076
Teraz: 192 gosci, 2 roboty online
Twój IP: 54.225.20.73